Back To Top

Wirtualni Influencerzy

Wirtualne postacie nie są nowym zjawiskiem, towarzyszą nam już od jakiegoś czasu. Jak chociażby członkowie zespołu Gorillaz, za którymi ukrywają się prawdziwi muzycy koncertujący na całym świecie. Są nowym sposobem na dostęp do sztuki wizualnej czy też cyfrowej. To przyszłość, która wychodzi poza obręb muzeum, by dotrzeć do większej ilości osób. Nic więc dziwnego, że zjawisko to znalazło swoje zastosowanie także w Internecie. Obserwując rozwój „karier” influancerów na Instagramie, używających filtrów i kreujących nierealny obraz życia, można dojść do wniosków, że mają oni coraz mniej wspólnego z prawdą. Czy w tej sytuacji powstające awatary powinny zaskakiwać? Czy staną się konkurencją i zastąpią realne osoby szybciej niż się spodziewaliśmy?

Lil Miquela

Lil Miquela to postać, od której wszystko się zaczęło. Jest częścią wyłaniającej się pierwszej na świecie grupy wirtualnych influancerów, w tym Blawko22, którego traktuje jak brata chociaż nim nie jest oraz Bermudy, aktualnie dziewczyny Blawko. To osoby i ich historie powstałe w czyjejś wyobraźni, które mimo, że nie istnieją – zarabiają prawdziwe pieniądze. Jednak jest to inny rodzaj „robotów”, które nie są powiązane z tymi prawdziwymi ze sztuczną inteligencją takimi jak Sophia Awakens. Tak naprawdę są CGI – obrazami generowanymi komputerowo, będącymi kreacją firmy Brud  – prawdopodobnego start-up’u . Powstają też głosy, że jest agencją PR z siedzibą w Los Angeles, zatrudniającą kilka osób. Nowoczesna, kreatywna, doskonale wykorzystująca nowe technologie i oczywiście media społecznościowe. Założycielami są Sara Decou i Trevor McFedries.  Ale nie było to wiadome od początku, kiedy powstawało wiele teorii na ten temat. Ich strategia „kto to jest i kto za tym stoi?” przyniosła ogromny zysk – stale rosła liczba ciekawskich obserwatorów, którzy postanowili odkryć prawdę. To genialny pomysł na zastanowienie się, co jest realne, a co tylko mistyfikacją. 

@lilmiquela

@lilmiquela

@lilmiquela

@lilmiquela

Warto przyjrzeć się szczególnie jednej z tych wirtualnych postaci. Miquela Sousa, czyli Lil Miquela mieszka w Los Angeles, ma 19 lat, zawsze idealnie ułożone włosy w dwa koczki, charakterystyczną krótką grzywkę i piegi oraz półtora miliona obserwujących na Instagramie. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym – na swoim koncie zamieszcza zdjęcia przyjaciół, z którymi jeździ, np. na festiwal Coachella czy różnego rodzaju wideo. Z początkowych postów wynika, że lubi bluzy Vetements, Pokemony oraz serial „Stranger Things”. Jest bardzo troskliwa i kochająca, mówi o kwestiach związanych z akceptacją i tolerancją społeczną nie będąc obojętna na krzywdę innych. Wspiera społeczność LGBTQ i ruch Black Lives Matter. Wyróżnia ją także życie jak ze snu, o którym marzy zapewne nie jedna osoba z pokolenia milenialsów. To właśnie głównie oni śledzą jej profil, być może odnajdują tam siebie. Lil Miquela tak naprawdę jest ich odwzorowaniem – żyje dla lajków na Instagramie dokumentując swoje życie. Z tą różnicą, że zna sławne osoby i jest ulubienicą wielu znanych marek czy twórczych reżyserów, którzy chcą promować u niej swoje projekty, a także zatrudnić ją do udziału w awangardowych wydarzeniach. Pojawiła się już na okładkach magazynów, wzięła udział w kilku kampaniach reklamowych,  a nawet rozpoczęła karierę muzyczną (w 2017 roku we współpracy z popularnym DJem nagrała piosenkę „Not Mine”z ogromną liczbą odsłon na YouTube).

Oczywiście moda nie jest jej obca. Do jej ulubionych projektantów należą Isamaya Ffrench, Raf Simons, Sies Marjan, Alexandre Vauthier oraz Reese Blutstein. „Nosi” streetwearowe marki przemieszane z najwyższą półką od takich domów mody jak Prada (której konto prowadziła podczas Milan Fashion Week), Chanel czy innych. Wspiera także młodych artystów, którzy próbują zaistnieć w świecie mody. Zapewne pojawią się nie raz pytania, dlaczego ktoś miałby kupić rzecz , którą promuje „nieprawdziwa” osoba? Jednak patrząc na to z innej perspektywy podobne rzeczy dzieją się z profilami na Instagramie prowadzonymi przez ludzi, którzy nie mają ciała wygenerowanego komputerowo. Za to często zdarza się, że poprawiają swój wygląd, a na swoich kontach posiadają estetyczne zdjęcia i współpracują z markami. Czyli tak naprawdę nie różni się to od tego, co robi awatar. Jednak wszystko się zmieniło, kiedy Bermuda  zhakowała konto Lil usuwając wszystkie dotychczasowe wpisy i zmusiła ją do ujawnienia, że nie jest człowiekiem. Od tamtego czasu Miquela przechodzi pewnego rodzaju kryzys. Załamana prawdą, że jest tylko cyfrowym awatarem wyznała: „Jestem robotem”.

@lilmiquela

@lilmiquela

@lilmiquela

@lilmiquela

Wszystko w jej profilu wydaje się takie normalne, prawdziwe, ale tak nie jest. Od momentu uruchomienia konta w 2016 roku Miquela stała się popularną influencerką i wrzucała takie same posty jak wszystkie inne wpływowe postaci na Instagramie. I chociaż nie jest prawdziwą istotą ludzką, udało jej się osiągnąć ogromną liczbę obserwatorów. Czego zapewne pozazdrości nie jedna osoba z kontem na tej aplikacji, dla której wirtualna gwiazda czy wręcz robot, stwarza sporą konkurencję. To udawana rzeczywistość osadzona w nierzeczywistości Internetu. Gdyby się zastanowić pozostali  też są tylko aktorami uwięzionymi w tym wirtualnym świecie. Postać Miqueli uwydatnia tylko fałszywość Instagramu, udając, że jest realna. 

Lil Miquela oraz jej przyjaciele to trójka (nie)typowych znajomych, którzy stanowią zagrożenie dla dotychczasowych influencerów. Swoje historie dnia codziennego opisują w postach, które nawzajem komentują i wdają się w dyskusje między sobą. Wszystko toczy się jak w prawdziwym życiu: są uczucia, rozgrywają się dramaty, tworzy się miłość, jest kariera i praca…  Ale jeśli oni nie są prawdziwi, to czy możemy mieć pewność, że inni na Instagramie są? Trudno być tak naprawdę pewnym, co jest prawdą w tej wirtualnej rzeczywistości. Każdy z nich istnieje i funkcjonuje w tym samym miejscu, w ten sam sposób. Promują podobne rzeczy dzieląc się tak samo przemyśleniami. Powstałe awatary to eksperymentowanie z rzeczywistością i tożsamością, która koncentruje się na ego oraz powierzchowności. Czy to rodzaj performance’u, odpowiedź na płytkość epoki cyfrowej czy też przemyślane zagranie PR-owe i chęć przyciągnięcia uwagi? Jest wiele domysłów, a brak jednoznacznej odpowiedzi. Z pewnością Lil Miquela, Blawko oraz Bermuda stanowią połączenie każdego z tych elementów. Z jednej strony CGI to pewnego rodzaju zabawa, trochę sztuka, ale z drugiej to z jakby zapowiedź czekającej nas przyszłości.

 

Tekst: Urszula Zduńczyk

Post a Comment